Witam trybuci!
Pfff.... ile nauki! Na nic nie ma czasu. Nauka, nauka, nauka ....Większość z was wie o czym mówię. Ale nic, bywa, życie. Udało mi się znaleść chwile wytchnienia, więc oto ja! Musze dodać, że przeczytałam ,,Szeptem"! Kocham :3 ! Ale was nie dalej nie zanudzam. Miłego czytania i niech los zawsze wam sprzyja!
Shadow
P.S. Następny rozdział jakoś tak za tydzień.
ROZDZIAŁ II
Siedzę w wagonie, czekając na objad. Nelly uprzedziła nas, że musimy chwile poczekać i poszła szukać naszego mentora. Ian Mann- młody ciemnooki dwudziestolatek, zwycięzca czterdziestych pierwszych Igrzysk Głodowych. Czupryna czarnych włosów, zakrywa mu bliznę na czole, którą zarobił na arenie. Jest prawie niewidoczna, on chyba jej nie znosi. Mieszka samotnie w opuszczonej Wiosce Zwycięzców, ale można go co dziennie zobaczyć, biegającego rano po ulicy. Wiadome jest również, że dużo ćwiczy ,o czym świadczy jego atletyczna sylwetka. Do tego przystojna twarz i to wystarczy, aby każda Kapitolka o nim marzyła. Mann jest jednak bardzo skryty, jego twarzy nigdy nie rozjaśnia uśmiech, oczy pozostają ponure. Wydaje się inteligentny, roztropny, pomysłowy i sprawny fizycznie, sławy dodaje mu młody wiek. Co najważniejsze ma mi pomagać na arenie, a każda pomoc, nawet najmniejsza się sprzyda.
Patrze w przestrzeń, ignorując Luckasa i starając się wymazać widok pięknej, elfiej twarzy Amala, który tak dotkliwie mnie skrzywdził. Pociesza mnie myśl, że pewnie go już nie zobaczę. Idiotyczny prosiak, myśle.
Drzwi wagonu otwierają się , wchodzi obsługa , a za nią wysoki mężczyzna. To mój mentor- Ian Mann. Teraz dopiero widzę jaki jest wysoki. Sięgam mu najwyżej do ramion, jest trochę wyższy od Shanka lub też Amala. Kroczy pewnie, z rękami w kieszeniach. Jest jakby znudzony, a przy tym jeszcze bardziej ponury. Zastanawiam się czy na jego twarzy kiedykolwiek wcześniej gościł uśmiech.
Kiedy się zbliża ze spuszczoną głową, ale utkwionym w nas spojrzeniem, doznaje dziwnego uczucia, gdzieś w okolicy żołądka. Przypomina mi się, że kiedyś coś takiego czułam, ale nie tak silne i niespodziewane. Zdenerwowanie? Coś podobnego...
Siada naprzeciwko nas, uważnie obserwując. Czerwienie się pod tym ponurym spojrzeniem, wiec zirytowana spuszczam głowę, ukrywając twarz we włosach. Czekamy wraz z Luckasem, aż nasz mentor się odezwie, ale najwyraźniej woli cisze. Lustruje nas wzrokiem, oceniając wzrost, siłę, ewentualne zdolności. Zaczynam się coraz bardziej denerwować. Zaciskam dłonie w pięści, usiłując ich drżenie. W końcu Ian wzdycha z rezygnacją. Unoszę głowę ciekawa czy, aż tak źle wypadliśmy w jego oczach. On jednak doskonale skrywa uczucia, do tego zwrócił spojrzenie na okno za nami.
- Luckas i Metree...-odezwał się nagle, zerkając na każde z kolei.- Znacie się?
jestem zaintrygowana jego głosem. Jest głęboki i dźwięczny, przy tym cichy i trochę groźny. Wzdrygam się, po czym odpowiadam nieśmiało:
-Widzimy się w szkole. Nie zawiązaliśmy znajomości.
Luckas kiwa głową na potwierdzenie tych słów. Ian wydyma usta w zamyśleniu i opiera się o oparcie fotela.
- Może to i lepiej... - wzdycha.- Moja przyjaciółka, z którą trafiłem na arenę nie zawachała się mnie zaatakować. Nie miła szczęścia mnie wykończyć...- pokręcił głową.- Tak będzie łatwiej. Dla was. Nie będziecie musieli się nienawidzić za śmierć drugiego.
Ponownie się wzdrygam. Zerkam na Luckasa; trochę pozieleniał, wygląda jagby zaraz miał zemdleć. Nie chce wiedzieć jak wyglądam ja.
Ian przygląda się nam, z przekrzywioną głową. Mam ochotę go uderzyć. I to tak zdrowo.
-Nie będę was oszukiwać-odezwał się znowu.- Na arenie nie możecie liczyć na litość. Przy pierwszej okazji staniecie się celem ataku. Nie wyolbrzymiam tego. Taka jest prawda. Dlatego pytam: Wolicie, żebym udzielał wam rad osobno? Jeśli tak, nie będę was winić. Wy też nie macie za co. Każda informacja na wasz temat może doprowadzić do waszej śmierci. Więc jak?
Zastanawiam się nad tym co powiedział. Może powinno mnie to przerazić, może nawet i tak było, ale prawda mnie dziwnie uspokaja. Wiem, że Ian nie okłamie mnie w żadnej sprawie. wzdycham.
- Sama nie wiem- przyznaje.- Na razie uważam, że nic nie szkodzi jeśli poinstruujesz nas razem. Może później nadejdzie czas na podział.
Mentor przygląda mi się przez chwile, po czym się otrząsa i patrzy na Luckasa. Chłopak masuje nasadę nosa, po chwili odpowiada.
- Może być. Na razie, chyba nie zaszkodzi.
Ian mruczy coś pod nosem, sięgając po szklankę z sokiem.
- Czym się zajmowaliście w domu?
Na początku pytanie wydaje mi się dziwne, ale potem dostrzegam w nich sens. Ian chce się dowiedzieć jakie mamy zdolności, a najczęściej są one związane z pracą wykonywaną w Dystryktach. No i jeszcze broń.
- Zajmowałem się ścinaniem drzew- odparł Luckas.- Z tego co wiem, ona także robiła coś w tym stylu.-dodał, pokazując na mnie.
Potwierdzam.
- Pomagałam też w wyrobie papieru.
Mentor kiwa głową. Wzdycha. Wydaje się być zmęczony. I może trochę przygnębiony.
- Po objedzie, odpocznijcie- rozkazuję.- Jeszcze jedno. Igrzyska można wygrać jednym sposobem- nachylamy się ku niemu.- Niech Kapitol... was pokocha.
Wstaję i odchodzi zostawiając nas zdziwionych, w wagonie pociągu wiozącego nas na śmierć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz