Witajcie Kochani Trybuci!
Jak wam minęły święta? Mam nadzieje, że dobrze, tak jak mi :). Szkoda tylko, że bez śniegu. Był ktoś na Hobbicie? Jak wrażenia? Mi się tam bardzo podobało. Jeśli się zastanawiacie co to za piosenka, puszczona przy końcowych napisach to jest " I See Fire" Eda Sheerana. Osobiście uważam, że jest cudowna *-*. Jak tam, w Nowym Roku? U mnie duuużo nauki. No i.... czekam na ferie.
No to tyle, miłego czytania i niech los zawsze wam sprzyja.
Shadow
ROZDZIAŁ III
Gdy wchodzi mój stylista Meero Aroe, jestem umyta, uczesana i na wszelkie sposoby torturowana. Moja ekipa przygotowawcza jest niezwykle rozgadana, nie ma potrzeby, żebym się odzywała. Trochę mnie irytują, ale to może dlatego, że traktują Igrzyska jak zabawę. Z drugiej strony Igrzyska są właśnie po to: aby zabawić kapryśny Kapitol.
Meero wygania ekipę i przedstawia mi się. Jest niski i chudy. Jego oczy mają nienaturalny zielony odcień, włosy są idealnie szare. Mimo to wydaje się miły i nie papla wciąż o Igrzyskach, więc postanawiam mu zaufać. Ubiera mnie w brązowoczarny kombinezon z maleńkimi szmaragdami, przypominający korę drzewa. Na ramiona wkłada pelerynę z migoczących liści różny kolorów. Podaję mi zielone, długie do łokci rękawiczki. W rozpuszczone włosy wplątuję zielone pasemka i młode listki oraz gdzie, nie gdzie plecie warkoczyki. Ubieram proste, czarne buty na koturnie. Meero maluje mi na powiekach liście, rzęsy wydłuża zielonym tuszem. Nie wiem jak to zrobił, ale moje oczy wyglądają bardzo intensywnie na tle makijażu. Przeglądam się w lustrze i stwierdzam, że wyglądam jak drzewo. Oby to przekonało publiczność. Meero prowadzi mnie do windy i upomina bym udawała najszczęśliwszą na świecie. Aha. Cudownie. Dobrze, że umiem kłamać.
Stylista pokazuje mi rydwan i spogląda na mnie krytycznie. Przechyla głowę na bok i uśmiecha się z zadowoleniem.
- Cudnie.- wzdycha.- Piękna twarzyczka. Nic nie trzeba poprawiać.-mruga do mnie.- Pójdę po resztę. Dasz sobie radę? Mamy jeszcze parę minutek. To potrwa chwileczkę.
Zostawia mnie samą, a ja nie potrafię nie uśmiechnąć się na wspomnienie jego kapitolskiego akcentu i zdrobnień. Nie jest taki zły. Zależy mu na tym, abym dobrze wyszła, bo to będzie o nim dobrze świadczyć. Pasuje mi to, niech robi swoje.
Obracam głowę, by spojrzeć na resztę trybutów. Niektórzy strojem mnie przewyższają, mam to gdzieś. I tak mam marne szanse. Grunt to wiara w siebie, nie?
Nikt nie zwraca na mnie uwagi, ale nie wiem czy to dobrze. Chyba wole być cichą myszką. Mimo to się denerwuje. Chrzanić Kapitol, ale w domu mnie zobaczą. Chcę, żeby rodzina myślała o mnie nie jako o przegranej dziewczynce, która się u nich wychowała, tylko młodej, dojrzałej kobiecie, która na śmierć poszła z podniesioną głową. Czemu brzmi to tak melodramatycznie?
Głaskam najbliższego konia, po mokrych nozdrzach i wzdycham ciężko. Czy to nie dziwne, że zwierzęta są w pewnym sensie lepiej traktowane tu niż ludzie? A może to my mamy się stać zwierzętami?
- Meero się postarał. Wyglądasz ślicznie.
Obracam się gwałtownie, wystraszona, ale i zła, ponieważ widać jak na ręce, że łatwo mnie podejść. mimo to złość ustępuję zdziwieniu, kiedy widzę przed sobą Iana, opartego o bok rydwanu. Jest ubrany w zieloną bluzkę i beżowe spodnie. Czarne włosy misternie postawione do góry, pozwalają lepiej przyjrzeć się niemal czarnym oczom. Widać też tę bliznę nad lewym okiem przerywającą brew, przecinającą czoło po lewej stronie i kończącą się na linii włosów. Patrzy na mnie spode łba, jego twarz jak zwykle jest poważna, może nawet smutna. Widząc jego inteligentne spojrzenie, oczywiście, rumienię się. Spuszczam wzrok, w nadziei że tego nie zauważy. Prostuję się i podchodzi do mnie wolno. Przystaje i wyciąga rękę ku mojej tworzy. Chwyta palcami mój podbródek i unosi w górę. Zostaje zmuszona do spojrzenia mu w twarz, a mój wzrok mimowolnie spoczywa na jego oczach.
- Zawszę- upomina- utrzymuj kontakt wzrokowy z przeciwnikiem.Z a w s z e. To może ci uratować życie. Ja jestem przykładem. Omal nie zginąłem odwracając wzrok od... przyjaciółki. Mam nawet po tym ślad.-spoglądam na bliznę, a jego milczenie i ból w oczach, są dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Nagle przychodzi mi na myśl, dlaczego nie pozwolił jej usunąć?
- Jest dla mnie czymś w rodzaju... ostrzeżenia- mówi, jakby czytał mi w myślach.- Nigdy nie ufaj ludziom. Nawet tym najważniejszym. Nie wiadomo, kiedy cię zranią- puszcza mój podbródek i odsuwa się o krok.
Patrzy na mnie z góry.
-Plecy proste, głowa do góry, broda wysoko, szeroki uśmiech- poucza, pokazując na sobie te czynności.
Uśmiech, choć wymuszony całkiem odmienia mu twarz. Jest bardziej... jasna?
Unoszę brwi.
- Rzeczywiście, jest mi do śmiechu- mruczę, podpierając się w biodrach.
Uśmiech znika.
-Nie musi być. Nigdy nie jest. Ale lepiej udawać, niż skończyć głodna i bez sponsorów.
Drżę na samą myśl. Przygryzam wargę, ale kiwam głową na znak zgody. Kątem oka wychwytuję w jego oczach zmianę nastroju. Jakby czułość, albo jeszcze większy smutek. W jego wypadku, jedno równa się drugie.
Słyszę ciche kroki i odwracam się w stronę drzwi, którymi weszłam, a tam widzę kroczącego raźno Luckasa z Nelly przy boku. Jest ubrany podobnie do mnie z małymi różnicami jakimi jak peleryna- z czerwono- pomarańczowymi liśćmi- i tym podobne. Wydaję się rozluźniony i pewny siebie, i zazdroszczę mu tego. Ja pewnie trzęsę się na całym ciele.
- No już czas- odzywa się Nelly, gdy do nas podchodzą. Obdarza mnie uśmiechem.- Jesteś przepiękna. Proszę, proszę trochę zieleni robi cuda! A teraz: raz, dwa! Do rydwanu, marsz!
Wskakuję na przyczepę, a za mną Luckas. Kiwa mi głową z umiarkowanym uśmiechem, więc odpowiadam tym samym.
- Wiecie co macie robić-mówi Ian. - Mają was pokochać, a w y tego chcecie.
Potwierdzamy oboje, kiedy to pierwszy pojazd ruszą. Drzwi stoją otworem, ludzie krzyczą jak szaleni, witając trybutów. Chwytam się poręczy i mocno ściskam, aby rozładować kłębiące się we mnie emocję. Widzę, że Luckas robi to samo i oddycha głęboko. Gdy pojazd rusza Odwracam jeszcze głowę, by spotkać wzrokiem Iana. Stoi tam gdzie wcześniej i unosi ręce, by przesunąć dwoma palcami po wargach. Prosi o śmiech.
Gdy więc wyjeżdżamy przez wrota, jestem wyprostowana jak struna, głowę uniesioną, podbródek dumnie postawiony do góry, a do twarzy przyklejony najseksowniejszy i najszerszy uśmiech na jaki zdołałam się zdobyć. Krzyki i muzyka mnie ogłuszają, ale nie przejmuję się tym i macham serdecznie w stronę tłumu, uśmiecham się szeroko, posyłam buziaki i mrugam figlarnie. Kapitolczykom najwyraźniej sie to podoba, bo wykrzykują coś do mnie i długo pokazuję mnie na ekranach. Zerkam na nie i domyślam się dlaczego. Wyglądam trochę, jak elfka, czy najada w tym stroju i z rozwianymi włosami. Kto by pomyślał? Do tego liście na mojej pelerynie trzepoczą i oplatają mnie, jakbym była w centrum wiru powietrza. Do tego, układają się one wraz z moimi ruchami co powoduje wrażenie, że panuję nad nimi. Wiem, że będę musiała ucałować Meero za to cudo.
Zatrzymujemy się przed rezydencją prezydenta, by wysłuchać hymnu i oficjalnego powitania prezydenta. Potem już tylko robimy jeden obrót i ruszamy w drogę powrotną.
Gdy zeskakuję z rydwanu, drzwi się zamykają, a do nas podchodzą nasi styliści, Nelly i Ian. Bez wahania podchodzę Meero i całuję o w policzek.
- Dzięki- mówie.
Czerwienieje na tworzy i poklepuję mnie delikatnie po policzku.
- Nie ma za co, księżniczko. Jesteś taka piękniusia, że ja tylko to podkreśliłem.
Napotykam na sobie czyjeś spojrzenie , więc odwracam wzrok i widzę wpatrzonego ze mnie z zaciekawieniem Iana. Uśmiecham się do niego szeroko, podnosząc absurdalnie wysoko brodę. Patrzy na mnie krytycznie, ale z rozbawieniem i robi to samo jest ode mnie dużo wyższy i nie mam szans mu dorównać. Prycham, na co on unosi lekko kąciki ust, ale zaraz zmienia się w ponurego mentora.
- Chodźmy... Było nieźle.
N i e ź l e ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz